
Jak łatwo rzucać sądy z oddali
Jak łatwo skleić kogoś w pół minuty
Układać w głowie gotowe wyroki
Żeby nie patrzeć w swoje mury
Jak łatwo pisać cudze rozdziały
Na kartkach lęku i starych krzywd
Żeby nie czytać własnych dopisków
Które drapią w środku jak wstyd
Jak łatwo oceniać kogoś z oddali
Jak łatwo wymyślać historie wyssane
Byle odsunąć od siebie to
Co pali
To
Co niewygodne
Dawno przegrane
Jak łatwo odrzucić wszystko wokoło
Gdy w środku dudni obce wołanie
Łatwiej zbudować mur dookoła
Niż przyznać cicho: to moje rany
Jak łatwo w kogoś rzucić kamieniem
Gdy sam go nosisz latami w dłoniach
Przykleić etykietę jednym zdaniem
Żeby nie widzieć własnego imienia na niej
Jak łatwo śmiać się z czyjegoś potknięcia
Gdy boisz się zrobić jeden krok
Lepiej opisać czyjeś potwory
Niż zapalić światło pod swój własny blok
Jak łatwo oceniać kogoś z oddali
Jak łatwo wymyślać historie wyssane
Byle odsunąć od siebie to
Co pali
To
Co niewygodne
Dawno przegrane
Jak łatwo odrzucić wszystko wokoło
Gdy w środku dudni obce wołanie
Łatwiej zbudować mur dookoła
Niż przyznać cicho: to moje rany
A gdyby tak
Na chwilę stanąć bliżej
Zanim w głowie znów napiszesz cudzy finał
A gdyby tak
Zapytać
Zamiast krzyczeć
Czy w czyichś oczach nie świeci twój własny chaos
Jak łatwo oceniać kogoś z oddali
Jak łatwo wymyślać historie wyssane
Byle odsunąć od siebie to
Co pali
To
Co niewygodne
Dawno przegrane
Jak łatwo odrzucić wszystko wokoło
Gdy w środku dudni obce wołanie
Łatwiej rozchylić mur dookoła
I szepnąć sobie: to moje rany